Radwanice niem. Wiesau (do 1938 r. dwie odrębne wsie Wiesau i Ransdorf)  Miejscowość po raz pierwszy wspomniana została w roku 1312 pod nazwą Wesin. Liczba ludności zamieszukącej w Sołectwie Radwanice wynosi 2358 os. (stan na 06.12.2023 r.)

Historia

Na terenie Radwanic występowały dwa założenia folwarczno-parkowe. Do dnia dzisiejszego pozostał tylko park we wschodniej części Radwanic, który dziś służy mieszkańcom, jako miejsce wypoczynku, spotkań i imprez kulturalno-rozrywkowych. W południowo-zachodniej części wsi prawdopodobnie znajdował się dawny cmentarz żydowski, po którym nie ma już śladu. W roku 1946 powstała szkoła podstawowa. W latach 1972-1973 wybudowano ośrodek zdrowia, który oddano do użytku w 1974 roku. Również w roku 1974 wybudowano restaurację pn. „Parkowa”, w której znajdowała się kawiarnia i bar. Restauracja pomimo wielokrotnym zmianom swych właścicieli i wyglądu prosperuje do dziś. 

Dzisiejsze Radwanice to największa miejscowość i zarazem siedziba gminy. Jej ludność wynosi 2017 os. (stan na dzień 31.12.2019 r.) a powierzchnia obrębu geodezyjnego (nr obrębu 13) zajmuje obszar 1009,64 ha. Wieś jest lokalnym centrum społecznym, znajdują się tu najważniejsze instytucje użyteczności publicznej tj. szkoły, ośrodek zdrowia, Dom Kultury ( a wnim kino, sala bankietowa, biblioteka), Urząd Pocztowy, Ochotnicza Straż Pożarna, Rewir Dzielnicowych KPP, banki, sklepy itp. Na początku XX wieku w Radwanicach istniała dobrze prosperująca roszarnia (oddział zakładu włókienniczego). Dziś tereny po byłym zakładzie zostały zmodernizowane i powstało tu Centrum Usług Społecznych gdzie znajduje się między innymi siłownia i kręgielnia.

Legenda Upiór z Radwanic

Przed z górą stu laty panem w radwanickim pałacu i właścicielem tamtejszych dóbr ziemskich był niejaki Noack. Dziedzic ów posiadał okropną naturę. Służbę, pracowników i w ogóle bliźnich, traktował źle, więcej – z okrucieństwem. Z krzywdy ludzkiej nic sobie nie robił. Jego nieprawości i grzechom nie było końca. Noack miał urodziwą córkę na wydaniu. O jej rękę starał się niejaki pan Schneider – z dobrym skutkiem. Po weselu młodzi zamieszkali w pałacu. Jakoś niedługo potem zmarł okrutny teść. Jego dobra i wielką owczarnię odziedziczył zięć. Zmarłego pochowano na cmentarzu w Łagoszowie Wielkim. Nikt go nie opłakiwał, przeciwnie – zapanowało uczucie ulgi. Nie na długo jednak. Wnet poczęto szeptać, że w owczarni, a zwłaszcza w pałacu, dzieją się nocami dziwne rzeczy. A to drzwi otwierają się i zamykają z trzaskiem, a to ,,coś’’ snuje się po sieniach, słychać jakby wleczono ciężkie żelazne łańcuchy. Przy tym słyszano a to mamrotanie, a to stękanie. Kiedy indziej znów powstawał głośny a niewidzialny tumult. Samoczynne skrzypienie schodów albo bicie ściennych zegarów, jak na komendę i bez opamiętania, były ,,na porządku nocnym’’.

Kiedy się o tym wszystkim rozniosła wieść, zmówili się stróż pałacowy i łowczy i udali się nocą do pałacu, aby ustalić przyczynę dziwnych hałasów. Niczego jednak nie wskórali. Wyjątkowo ostre psy, które wziął z sobą łowczy, zachowywały się potulnie. Kiedy wpuszczono je na dziedziniec, godzinami żałośnie wyły.Doszło do tego, że w pałacu nikt już nie chciał mieszkać ani przebywać. W tym samym czasie zauważono też, że owce w owczarni chudną w zastraszającym tempie, choć bez naturalnej przyczyny. Ludzie przyjęli to za znak.  ,,Coś jest w tym miejscu nie tak’’ – mówili. Potwierdzali to parobcy zatrudnieni przy owcach. Poszli do starego owczarza Rohra, który był ich przełożonym i oświadczyli, że boją się i odtąd nie będą w stajni nocować. Opowiadali, że w nocy trzoda dostaje ,,wścieku’’ : owce ganiają w koło jak szalone, czemu się nie ma co dziwić, bo ściga je światło jakby latarni. Owczarz chciał to oczywiście wybadać. Dobrał sobie towarzyszy wójta i woźnicę Simona. Poszli późnym wieczorem. Towarzyszyli im pasterze i parobcy ze wsi, zaopatrzeni w twarde knuty, z warującymi przy boku psami. Kiedy wybiła północ, w ciemnej oborze ukazało się światło latarni. Miotało się ono, to w górę, to w dół. Przerażona trzoda skotłowała się, łeb w łeb, w rogu stajni. Ludzie zamarli. Psy nie ruszyły się z miejsca. Następnego dnia stary Rohr poszedł naradzić się z panem Schneiderem. Ten zgodził się, że zdarzenia w owczarni i pałacu wywołane są przez ,,domowego demona’’. Odkrył też przyczynę: ani chybi, to duch teścia pokutuje za jego grzechy, popełnione za życia. Tak jak nie dawał spokoju swoim bliźnim, tak teraz sam nie zaznaje go w grobie i musi się błąkać po świecie. Schneider obiecał, że uczyni wszystko, aby się pozbyć złego ducha. Niebawem znalazł na to sposób. Słyszał był już coś niecoś o pewnym egzorcyście z Wrocławia. Polecił go odszukać i sprowadzić. Egzorcysta po przybyciu do Radwanic poczynił starania o otwarcie grobu Noacka. Polecił następnie, żeby w nocnej ,,godzinie duchów’’ przewieść trumnę na nowy cmentarz w Lipinie. Tak też się stało. Sarkofag załadowano na wóz. Uformowano kondukt: czterokonny zaprzęg, przed nim kilku jeźdźców, z boku ludzie z folwarku. Ruszono z kopyta przez noc – na wprost, na przełaj, przez pola i mokradła. Nikt z eskorty nie miał prawa obejrzeć się za siebie. Kiedy w pewnym momencie wójt zgubił na wybojach czapkę, musiał się po nią wracać następnego dnia. Spienione konie zatrzymały się dopiero przed bramą cmentarza w Lipinie. Nie skorzystano jednakz niej. Trumnę przeniesiono przez ogrodzenie. Po czym opuszczona została do przygotowanego wcześniej dołu – i natychmiast zasypana. Od nocy, w której wygnano ducha złego Noacka, nie straszy już w wielkiej owczarni i w radwanickim pałacu, a sprawy idą tak jak trzeba

Źródło: „LEGENDY ZIEMI GŁOGOWSKIEJ „ Antoni Bok


Sołtys

Kawałko Roman
tel. 513 715 854

Skład rady sołeckiej

Paweł Kubicki
Stanisław Nenko
Henryk Tesarski

Iwona Markowska 

MEDIA SPOŁECZNOŚCIOWE SOŁECTWA